Union Berlin i Borussia Dortmund bez goli. Rønnow bohaterem
MuhammadAlimaki / depositphotos.com
Redaktor
Opublikowano:
Frederik Rønnow miał w Berlinie ręce pełne pracy, ale nie dał się pokonać. Union Berlin zremisował 0:0 z Borussią Dortmund, a bezbramkowy wynik nie oddaje napięcia, które w końcówce rosło z każdą kolejną wrzutką w pole karne.
Union Berlin - Borussia Dortmund podzieliły się punktami w meczu Bundesligi, w którym oba zespoły długo szukały właściwego momentu na przyspieszenie. Dortmund miał więcej piłki i częściej próbował budować akcje przez środek, gospodarze odpowiadali szybkimi wyjściami oraz stałymi fragmentami. Żadna z tych dróg nie doprowadziła jednak do gola.
Rønnow najważniejszym punktem Unionu
Pierwsza połowa była intensywna, ale nie przyniosła bramek. Już w 1. minucie Ethan Nwaneri zobaczył żółtą kartkę, a później arbiter Daniel Schlager musiał studzić emocje kolejnymi napomnieniami. Union próbował wykorzystać stałe fragmenty, lecz strzały Kastriota Imeriego i Janika Haberera zostały zablokowane albo minęły bramkę.
Pięć żółtych kartek przed przerwą dobrze oddawało temperaturę meczu. Oprócz Nwaneriego napomniani zostali Waldemar Anton i Serhou Guirassy po stronie gości oraz Janik Haberer i Tom Rothe w ekipie gospodarzy. Było dużo walki o drugą piłkę, ale niewiele klarownych sytuacji.
Najlepszą okazję przed przerwą miał Dortmund. W doliczonym czasie Ethan Nwaneri uderzył z lewej strony pola karnego, ale Frederik Rønnow zatrzymał piłkę. Bramkarz Unionu po zmianie stron również nie pozwolił gościom przełamać impasu, choć Borussia zaczęła częściej dochodzić do pozycji strzeleckich.
Rosła presja, lecz brakowało ostatniego kontaktu
Po przerwie tempo wzrosło. Maximilian Beier nieznacznie chybił po dośrodkowaniu Juliana Ryersona, a Waldemar Anton nie wykorzystał swojej szansy po wrzutce Daniela Svenssona. Union odpowiedział próbami Tima Skarke’a, Woo-yeonga Jeonga i Andrása Schäfera. W 59. minucie Skarke po szybkim ataku posłał piłkę tuż obok górnego rogu.
Oba sztaby próbowały zmienić rytm spotkania. Union wprowadził Emmanuela Latte Latha już na początku drugiej połowy, a później do gry weszli Mekhi Gray, Christopher Trimmel, Aljoscha Kemlein i Linus Güther. Dortmund odpowiedział Fábio Silvą, Konstantinosem Karetsasem oraz Mathisem Albertem, lecz żadna z tych korekt nie dała jakości potrzebnej do wykończenia akcji.
Ważnym momentem była kontuzja Konstantinosa Karetsasa. W 68. minucie spotkanie zostało przerwane, a dwie minuty później zawodnik Dortmundu musiał opuścić boisko. Zastąpił go Mathis Albert. Wcześniej do gry wszedł też Fábio Silva, lecz zmiany nie przyniosły gościom przełamania.
Końcówka należała do bramkarzy i obrońców
Ostatni kwadrans był najbardziej otwartą częścią meczu. Serhou Guirassy kilka razy szukał miejsca w polu karnym, jednak jego główki mijały cel. W 89. minucie napastnik znalazł się w najlepszej sytuacji: uderzył z prawej strony pola karnego, lecz Rønnow efektownie odbił piłkę w górnym rogu. To była interwencja, która utrzymała Union przy życiu.
Gospodarze również mogli rozstrzygnąć spotkanie. Felix Uduokhai dwukrotnie próbował zamknąć dośrodkowania po rzutach rożnych, a w 95. minucie jego główka przeleciała nad poprzeczką. Rani Khedira i Mathis Albert także mieli swoje okazje w doliczonym czasie, ale żadna z nich nie zmieniła wyniku.
Union Berlin i Borussia Dortmund zdobyły po punkcie. Dla gospodarzy to efekt konsekwentnej walki do ostatniej akcji, dla Dortmundu zaś niedosyt, bo przewaga w posiadaniu piłki i większa liczba prób nie przełożyły się na zwycięstwo. W Berlinie zabrakło jednego precyzyjnego wykończenia, a najlepiej zapamiętany zostanie Rønnow, który w kluczowym momencie wygrał pojedynek z Guirassym.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się