Lech Poznań rozbił Koronę Kielce 6:1. Pablo Rodríguez był nie do zatrzymania
Pixabay.com
Redaktor
Opublikowano:
Lech Poznań potrzebował zaledwie sześciu minut, by zamienić mecz z Koroną Kielce w pokaz bezlitosnej skuteczności. Przy wyniku 6:1 gospodarze wygrali nie tylko wysoko, lecz także w sposób, który dobrze oddaje różnicę jakości między zespołami tego popołudnia.
Najważniejszą postacią spotkania był Pablo Rodríguez. Hiszpan zdobył dwie bramki i miał udział przy trzech kolejnych trafieniach Lecha Poznań. W jego grze było tempo, odwaga i ta cenna cecha ofensywnego pomocnika: umiejętność podjęcia właściwej decyzji, zanim obrona zdąży się ustawić.
Lech Poznań rozpoczął mecz od mocnego uderzenia
Pierwszy cios padł już w 4. minucie. Pablo Rodríguez dośrodkował po rzucie rożnym, a Patrik Wålemark uderzeniem prawą nogą z centrum pola karnego posłał piłkę w lewy górny róg. Dwie minuty później role się odwróciły: Joel Pereira obsłużył Rodrígueza, który z bliska podwyższył na 2:0.
Korona próbowała odpowiedzieć, ale jej akcje kończyły się na blokach albo interwencjach Mateusza Lisa. W 23. minucie Lech dołożył trzecią bramkę. Rodríguez znalazł Mikaela Ishaka podaniem w pole karne, a kapitan Kolejorza spokojnie wykończył akcję strzałem w lewy dolny róg. Chwilę później goście stracili Ondřeja Lingra z powodu urazu, co dodatkowo skomplikowało ich położenie.
Cztery gole Lecha jeszcze przed przerwą
Korona miała swoje momenty. Martin Remacle zmusił Lisa do dobrej parady, a Camilo Mena próbował przebić się prawą stroną. Były to jednak pojedyncze odpowiedzi na ofensywną falę gospodarzy. W doliczonym czasie pierwszej połowy Rodríguez po szybkiej akcji otrzymał podanie od Ishaka i trafił z lewej strony pola karnego. Lech schodził do szatni z prowadzeniem 4:0.
Ten fragment rozstrzygnął spotkanie, choć do rozegrania pozostawała jeszcze cała druga połowa. Lech wykorzystał niemal każdą przestrzeń, a Korona nie potrafiła zatrzymać podań granych między liniami. Nie był to mecz, w którym wynik urósł przypadkiem. Gospodarze od początku narzucili intensywność, a potem konsekwentnie korzystali z przewagi.
Korona zdobyła honorową bramkę, ale Ishak odpowiedział
Po zmianie stron Mikael Ishak szybko dołożył drugiego gola. W 55. minucie napastnik dostał prostopadłe podanie od Rodrígueza i prawą nogą trafił w prawy dolny róg. Korona odpowiedziała dwie minuty później: Wiktor Długosz dośrodkował po rzucie rożnym, a Camilo Mena uderzeniem z dystansu zdobył bramkę na 1:5.
Goście nie złożyli broni. Mena oddał jeszcze kilka prób, a Morgan Fassbender znalazł się w dobrej sytuacji po podaniu Remacle'a, lecz Mateusz Lis obronił jego strzał. Lech miał już bezpieczny zapas i mógł spokojniej zarządzać końcówką. Na boisku pojawili się między innymi Daniel Håkans, Gustav Berggren i Filip Jagiello, a gospodarze zachowali kontrolę nad wynikiem.
Yannick Agnero ustalił wynik w doliczonym czasie
Ostatnie słowo należało do Yannicka Agnero. W 91. minucie zmiennik otrzymał podanie od Michała Gurgula i lewą nogą wykończył akcję z centrum pola karnego. Piłka zatrzepotała w siatce, a Lech Poznań - Korona Kielce zakończyło się wynikiem 6:1.
Rezultat mówi wiele, ale nie wszystko. Lech wygrał efektownie, a jego przewaga miała twarz Rodrígueza, który uczestniczył w pięciu z sześciu goli. Korona może wskazać na własne próby i honorowe trafienie Mena, jednak po takim początku nie miała już realnej drogi powrotnej do meczu.
Dla Kolejorza to zwycięstwo, które buduje pewność siebie. Lech pokazał, jak wiele daje ofensywa grająca szybko, odważnie i z dobrym wyczuciem przestrzeni. Korona wraca do Kielc z wynikiem, który wymaga nie tyle kosmetyki, ile odpowiedzi na pytanie, dlaczego pierwsze pół godziny wymknęło się jej z rąk.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się