Anderlecht rozbił Jagiellonię. Trzy ciosy w drugiej połowie
Pixabay.com
Redaktor
Opublikowano:
Jagiellonia Białystok długo utrzymywała kontakt z Anderlechtem, ale końcówka spotkania zamieniła się w pokaz bezwzględności belgijskiego zespołu. Goście wygrali 3:0 w 3. kolejce fazy ligowej Ligi Europy, a dwa gole po przerwie odebrały gospodarzom nadzieję na odwrócenie losów meczu. Relację z pełnym kontekstem spotkania znajdziesz na stronie Jagiellonia Białystok - Anderlecht.
Jeden błąd wystarczył Anderlechtowi
Początek należał do Anderlechtu. Sławomir Abramowicz zatrzymał uderzenia Lukása Ambrosa i Olega Reabciuka, a w 21. minucie obronił także próbę Tristana Degreefa. Chwilę później nie miał już szans. Po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym piłkę przejął Mihajlo Cvetković, który prawą nogą trafił z bliska w dolny róg. Anderlecht objął prowadzenie, choć jego bramkarz Colin Coosemans również musiał pracować: przed przerwą obronił strzał Guilherme Montóii i zablokowaną próbę Kajetana Szmyta.
Jagiellonia nie była bezradna, ale jej akcjom brakowało ostatniego podania oraz jakości w polu karnym. Nik Prelec po dośrodkowaniu Bernardo Vitala uderzył głową obok bramki, a Anders Klynge po przerwie spudłował z dystansu. To były momenty, w których gospodarze mogli odzyskać rytm, lecz wynik wciąż zmuszał ich do gonienia rywala.
Po przerwie zabrakło odpowiedzi
Adrian Siemieniec próbował zmienić obraz meczu. W przerwie Ousmane Sow zastąpił Hampus Finndella, a po godzinie gry na boisku pojawili się Jeremy Agbonifo i Aleksandar Cirković. Zmiany zwiększyły energię w ataku, jednak nie przyniosły sytuacji, która realnie zachwiałaby Anderlechtem. Gospodarze częściej odzyskiwali piłkę, ale belgijski zespół dobrze kontrolował momenty, w których trzeba było przetrwać napór.
W 65. minucie na murawie pojawił się Enric Llansana. To właśnie on stał się jednym z bohaterów końcówki, choć wcześniej Jagiellonia miała jeszcze swoje szanse. Nik Prelec nieznacznie chybił głową, a strzał Klyngego zablokowali obrońcy. Później zabrakło już nie tyle okazji, ile precyzji i spokoju przy finalizacji.
Dwa gole zamknęły mecz
W 72. minucie Anderlecht wykorzystał przestrzeń po stracie piłki. Llansana podał do Martena Winklera, a ten uderzeniem z prawej strony pola karnego trafił w dolny róg. Było 0:2 i ten gol wyraźnie podciął Jagiellonii skrzydła.
7️⃣2️⃣ minuta i gol Martena Winklera ⚽
— Polsat Sport (@polsatsport) October 22, 2026
Jagiellonia przegrywa już 0:2 z Anderlechtem w Lidze Europy‼️
📺 Polsat Sport 1, Polsat Sport Premium 1, Super Polsat
📲 Polsat Box Go#UEL pic.twitter.com/EhjL5AbjVY
Osiem minut później padła trzecia bramka. Llansana ponownie odegrał kluczową rolę, tym razem zagrywając do Jaydena Onia-Seke. Rezerwowy Anderlechtu zdecydował się na strzał z dystansu i umieścił piłkę w prawym dolnym rogu. Abramowicz był bez szans, a goście zamknęli spotkanie wynikiem 3:0.
17-latek dobija Jagiellonię ⚽
— Polsat Sport (@polsatsport) October 22, 2026
Jayden Onia Seke podwyższa prowadzenie Anderlechtu na 3:0‼️
📺 Polsat Sport 1, Polsat Sport Premium 1, Super Polsat
📲 Polsat Box Go#UEL pic.twitter.com/H5juZFmFyr
Jagiellonia musi szybko odpowiedzieć
Końcowy rezultat jest dla Jagiellonii surowszy niż pierwsza połowa, ale nieprzypadkowy. Gospodarze mieli momenty, w których mogli wyrównać, jednak Anderlecht był skuteczniejszy w kluczowych fragmentach i bezlitośnie wykorzystał błędy po przerwie. Przy wyniku 0:1 wciąż można było myśleć o powrocie. Po trafieniu Winklera mecz uciekł, a gol Onia-Seke tylko potwierdził przewagę gości.
Dla Anderlechtu to wyjazdowy wieczór z trzema punktami i mocnym sygnałem, że jego ławka potrafi zmienić przebieg spotkania. Jagiellonia natomiast dostaje jasną lekcję z europejskiej rywalizacji: sama ambicja nie wystarczy, jeśli w decydujących minutach brakuje koncentracji i jakości pod bramką przeciwnika.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się