Motor Lublin - Gornik Zabrze 0:0. Bramkarze wygrali ten wieczór
Pixabay.com
Redaktor
Opublikowano:
Aktualizacja:
Bez goli, ale z wystarczającą liczbą momentów, by długo rozpamiętywać ten wieczór. Motor Lublin - Gornik Zabrze zremisowały 0:0, a końcówka na Arenie Lublin przypomniała, że czasem jeden skuteczny bramkarz potrafi nadać wynikowi ostateczny kształt.
Gospodarze zdobyli punkt w starciu z liderem, choć nie mogą mówić o pełnej satysfakcji. Goście mieli swoje okazje, Motor również potrafił odpowiedzieć, lecz żadna z drużyn nie znalazła tego jednego ruchu, który otworzyłby mecz. W Ekstraklasie zobaczyliśmy spotkanie nerwowe, fizyczne i długo pozostające na granicy przełomu.
Motor Lublin miał lepszy początek, ale bez nagrody
Pierwsza połowa zaczęła się od prób Gornika, jednak już w 10. minucie Maksym Khlan trafił w poprzeczkę po podaniu Josemy. To była najlepsza okazja gości przed przerwą. Motor nie zamierzał jednak oddać inicjatywy. Ivo Rodrigues dwukrotnie sprawdził Philippa Schulzego, a w 29. minucie bramkarz Gornika zatrzymał także uderzenie Mbaye N'Diaye z dystansu.
Ważnym momentem była kontuzja Ivo Rodriguesa. Pomocnik Motoru musiał opuścić boisko w 34. minucie, a jego miejsce zajął Mateusz Legowski. Chwilę wcześniej gospodarze mieli jeszcze zablokowane uderzenie Kamila Lukoszka, natomiast Karol Czubak nie wykorzystał dobrej sytuacji po dośrodkowaniu Filipa Lubereckiego. Gornik odpowiadał stałymi fragmentami i próbami przez środek, ale do szatni zespoły zeszły przy wyniku 0:0.
Po przerwie zabrakło ostatniego podania
Druga połowa nie przyniosła bramki, lecz nie była pozbawiona napięcia. Motor szukał swoich szans po bokach, a w 54. minucie Marek Bartoš oddał głową zablokowany strzał po dośrodkowaniu Lukoszka. Cztery minuty później odpowiedział Khlan, którego uderzenie z pola karnego obronił Gasper Tratnik. Bramkarz Motoru miał jeszcze pracę w 89. minucie, gdy zatrzymał próbę Ondřeja Zmrzlego zmierzającą w górną część bramki.
Na tempo spotkania wpłynęły także przerwy spowodowane urazami. Janis Antiste nie wrócił na boisko po godzinie gry, zastąpił go Erik Prekop, a później trenerzy obu drużyn sięgnęli po kolejne zmiany. Motor wprowadził między innymi Rony'ego Lopesa i Fábio Ronaldo, Gornik odpowiedział wejściami Paulo Bernardo, Zeidane'a Inoussy oraz Yvana Ikia Dimiego. Żaden z rezerwowych nie zdołał jednak nadać akcji decydującej jakości.
Końcówka mogła zmienić wynik
Najwięcej działo się w doliczonym czasie. W 96. minucie Yacine Bourhane wygrał pojedynek w powietrzu i skierował piłkę w światło bramki, lecz Schulze był na miejscu. Po drugiej stronie boiska Gornik miał jeszcze dwie zablokowane próby, a w 99. minucie Yvan Ikia Dimi posłał piłkę nad poprzeczką po rzucie rożnym. Ostatnie akordy należały więc do obu bramkarzy, nie do napastników.
Obie drużyny miały momenty, ale żadna nie zbudowała przewagi na tyle wyraźnej, by zasłużyć na pełną pulę. Gospodarze mogą docenić dyscyplinę i punkt zdobyty przeciwko mocnemu przeciwnikowi, choć pozostaje niedosyt po niewykorzystanych sytuacjach. Gornik również miał swoje okazje, lecz w kluczowych chwilach brakowało mu precyzji.
Bezbramkowy remis nie jest widowiskową puentą, ale dobrze oddaje charakter spotkania. Motor obronił się przed zespołem, który w pierwszej części sezonu potrafił regularnie punktować, Gornik zaś wyjechał z Lublina z czystym kontem, lecz bez zwycięstwa. W takich meczach różnicę robi detal. Tym razem detalem okazała się skuteczność bramkarzy, a nie napastników.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się