Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1:2. Cios w doliczonym czasie
Redaktor
Opublikowano:
Aktualizacja:
Korona Kielce długo pilnowała przewagi, a po wyrównaniu nie spanikowała. W 93. minucie Simon Gustafson przywrócił gościom prowadzenie i przesądził o zwycięstwie 2:1 nad Śląskiem Wrocław w 8. kolejce Ekstraklasy.
Mecz na Tarczyński Arena miał trzy wyraźne zwroty akcji. Najpierw Korona wykorzystała swoją obecność w polu karnym, później gospodarze wrócili do gry, a na koniec kielczanie odpowiedzieli w sposób, którego Śląsk nie zdołał już odwrócić.
Korona objęła prowadzenie przed przerwą
Początek spotkania przyniósł okazje po obu stronach. Już w 2. minucie Michael Ameyaw niecelnie uderzał z lewej strony pola karnego, a chwilę później Slobodan Rubežić pomylił się po rzucie rożnym. Śląsk odpowiedział próbą Luki Marjanaca w 6. minucie, lecz Xavier Dziekoński obronił strzał z lewej strony pola karnego. Trzy minuty później nad bramką uderzył jeszcze Yegor Matsenko.
Korona była jednak konkretniejsza pod bramką. W 35. minucie Mariusz Stępiński dostał piłkę w centrum pola karnego i prawą nogą uderzył przy dalszym słupku. Karol Niemczycki nie miał szans na skuteczną interwencję, a goście zeszli do szatni z prowadzeniem 1:0.
Trener Ante Šimundža zareagował od razu po zmianie stron. Na boisku pojawili się Ieltsin Camões i Dorian Markowski, którzy zastąpili Lukę Marjanaca oraz Grzegorza Tomasiewicza. Śląsk próbował przyspieszyć, lecz w 57. minucie Korona zdobyła bramkę, której ostatecznie nie uznano po interwencji VAR-u.
Wyrównanie Dembélé, odpowiedź Gustafsona
Gospodarze nie odpuszczali i po kolejnych zmianach znaleźli sposób na defensywę Korony. W 79. minucie Malaly Dembélé otrzymał podanie od Adama Ciucki, znalazł się z lewej strony pola bramkowego i mocnym strzałem w kierunku dalszego rogu doprowadził do remisu 1:1.
Wydawało się, że Śląsk zyskał kontrolę nad końcówką. Korona zachowała jednak więcej spokoju. W 77. minucie na boisku pojawił się Simon Gustafson, a już w doliczonym czasie gry wykorzystał podanie Kamila Jakubczyka. Szwed uderzył lewą nogą z centralnej części pola karnego, ustalając wynik na 2:1 dla gości.
Statystyki pokazują, dlaczego przewaga w posiadaniu piłki nie przełożyła się na wynik. Śląsk miał 57 procent posiadania i wymienił 496 podań, ale Korona oddała 17 strzałów przy 11 próbach gospodarzy. Kielczanie częściej trafiali też w światło bramki, 7 razy wobec 5 uderzeń WKS-u. Wrocławianie mieli inicjatywę, lecz goście lepiej wykorzystywali momenty, w których mecz otwierał się pod ich polem karnym.
Ważna była też reakcja obu trenerów na wydarzenia po przerwie. Śląsk szukał impulsu podwójną zmianą już w 46. minucie, a później wprowadził zawodników, którzy uczestniczyli przy wyrównaniu. Korona odpowiedziała korektami w środku pola i ataku. Jedna z nich okazała się decydująca, bo Gustafson potrzebował zaledwie kilkunastu minut, by z rezerwowego stać się autorem zwycięskiego trafienia.
Karol Linetty został jeszcze ukarany żółtą kartką w 85. minucie, ale najważniejsze wydarzenie przyszło kilka chwil później. Korona wytrzymała napór i zabrała z Wrocławia pełną pulę. Dla Śląska pozostaje rozczarowanie, bo po wyrównaniu miał szansę zamknąć spotkanie przynajmniej remisem, a stracił punkt w ostatniej fazie meczu.
Składy
Śląsk Wrocław: Karol Niemczycki - Alex Timossi Andersson, Yegor Matsenko, Lamine Ba, Mariusz Malec, Marc Llinares - Eniss Shabani, Karol Linetty, Grzegorz Tomasiewicz - Malaly Dembélé, Luka Marjanac; ustawienie 5-3-2.
Korona Kielce: Xavier Dziekoński - Wiktor Długosz, Slobodan Rubežić, Ariel Mosór, Marcel Pięczek - Kamil Jakubczyk, Martin Remacle, Patrik Hellebrand - Ondrej Lingr, Mariusz Stępiński, Michael Ameyaw; ustawienie 4-3-3.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się